kwietnia 24, 2018

Przeklinać nie przeklinać?

Oto jest pytanie.

Przekleństwa i wulgaryzmy towarzyszyły i towarzyszą ludziom od wieków. Nie jest niczym złym używanie ich raz na jakiś czas, w sytuacjach, w których po prostu brak innych słów, by dosadnie coś określić.

Co daje przeklinanie?
Uwalnia nagromadzone w nas emocje. Tylko tyle i aż tyle. Nie wszyscy jeszcze nauczyliśmy się panować nad emocjami, rozróżniać ich, nazywać po imieniu, akceptować. Nie zawsze chcemy się tego nauczyć, bo bywa, że jest to dla nas niewygodne.
W przypadku nieprzyjemnej sytuacji np. z koleżanką, łatwiej jest unieść się gniewem i kląć na nią, niż zastanowić się dlaczego doszło do takiej sytuacji i czego mamy się z niej nauczyć albo jakie wnioski wyciągnąć.
Za to doskonale potrafimy emocje kumulować w sobie, ukrywając je przed światem, a często samym sobą. Oczywiście nie wpływa to na nas dobrze, z czego większość ludzi zdaje sobie sprawę, ale po co ruszać dany temat? Czasami bolesny, nieprzyjemny? Łatwiej nałożyć maskę i udawać, że jest oki. A emocje, które zostają w środku, gniotą nas, kipią i niewiele trzeba, żeby odbiło to się na naszym zdrowiu – zarówno fizycznym jak i psychicznym. Ba – niewiele trzeba, żeby w pewnym momencie ten nasz wewnętrzny kocioł bulgoczący od emocji wybuchnął. I wtedy wylewa się z człowieka stek przekleństw i wulgaryzmów, a nad uwolnionymi nagle emocjami trudno jest zapanować.
Pozostaje się zastanowić nad pytaniem, czy gdybyśmy znali i akceptowali własne emocje, gdybyśmy umieli je rozróżniać, nie byłyby dla nas tematem tabu czy niewygodnym, to czy odczuwaliśmy potrzebę przeklinania?

Różni badacze w różnych swoich badaniach wykazują, że przeklinanie świadczy o szczerości człowieka, jego inteligencji, pasji, zaangażowaniu, bo przeklinając człowiek uwalnia emocje i odsłania swoją prawdziwą twarz.
Czyżby nie dało się być szczerym, inteligentnym, zaangażowanym bez przeklinania? Oczywiście, że się da! Jednak ludzi nie zawsze interesuje coś, co wymaga pracy nad sobą – a nabycie umiejętności rozpoznawania emocji i wyrażania ich, jest pewnego rodzaju pracą. No i przecież nie byłby to zbyt chwytliwy temat, bo komu w dzisiejszych czasach, żyjącemu w pośpiechu chce się zrobić dla siebie coś dobrego? Łatwiej jest więc dać ludziom jakieś podstawy naukowe (albo pseudonaukowe), wyjaśnić im, że przeklinanie i wulgaryzmy są dobre, bo świadczą o ich szczerości, inteligencji i zaangażowaniu.

Niektórzy ludzie tak uwierzyli w tę inteligencję, szczerość i zaangażowanie, że coraz częściej wprowadzają przekleństwa i wulgaryzmy do codziennego słownictwa ot tak sobie, bez wyraźnego powodu. Zupełnie jakby nie wiedzieli, że można wypowiedzieć zdanie bez wulgarnych przerywników. Smutne jest to, że część z nich naprawdę o tym nie wie i równie smutne jest to, że nie za bardzo idzie to w parze z inteligencją, czy kulturą osobistą.
Tymczasem nie ma co ukrywać – osoba używająca nagminnie w życiu codziennym przekleństw czy wulgaryzmów, nie reprezentuje sobą nic wartościowego. Nie bójmy się powiedzieć, że jest na samym dnie. Nawet, jeśli piastuje stanowisko ważnego szefa, prezesa, jest gwiazdą czy kimś sławnym.
Czego możemy nauczyć się od takiego człowieka? Nowych wulgaryzmów? Chamskiego zachowania? Jak możemy podziwiać czy szanować kogoś, kto nie szanuje siebie i innych?
Komu brakuje kultury osobistej, klasy, dobrego wychowania? Jaki czerpać wzór z takiej osoby?
Niestety żaden.

Przeklinanie czy używanie wulgaryzmów od czasu do czasu nie jest niczym złym. Natomiast nadużywanie ich na co dzień świadczy o nas źle i nie ma tego co ukrywać, czy zasłaniać się badaniami, środowiskiem, w którym się wychowało, najbliższym otoczeniem czy modą.
Moda bywa dziwna, zmienia się jak w kalejdoskopie, o czym możemy się przekonać oglądając kolekcje, natomiast opinia człowieka buca i chama przylgnie do nas, pozostanie z nami na długi czas i będzie się ciągnęła niczym fetor w portkach.



Nie zastanawiało cię nigdy dlaczego osoby nagminnie używające przekleństw i wulgaryzmów kiszą się w swoich małych grupkach, pośród podobnych sobie, a ludzie patrzą na nich ze wstrętem, odrazą? Odsuwają się, unikają? Nie zapraszają w miejsca publiczne? A na ulicy potrafią przejść na drugą stronę, byle tylko nie być zmuszonym do spotkania z kimś, kto sypie przekleństwami i wulgaryzmami jak magik kartami z rękawa?
Nie dziwiło cię, że tyle samotnych osób nie potrafi znaleźć sobie partnera, partnerki, drugiej połówki, bo mimo urody, atrakcyjności cały czar pryska gdy tylko otworzą usta?
Może było zaskoczeniem, że ktoś szukający dobrej pracy, mimo że znalazł odpowiednią dla siebie to nie dostał jej, bo najzwyczajniej w świecie pracodawca nie chciał zatrudniać chama i buraka?

Jeśli twoje dziecko zaczyna używać niewybrednych słów, zanim je skarcisz, zwrócisz mu uwagę przyjrzyj się temu co wychodzi z twoich ust. Dziecko zwykle naśladuje innych. Jeśli nie masz sobie nic do zarzucenia przyjrzyj się dokładniej jego towarzystwu, rówieśnikom, znajomym, temu co ogląda w mediach, internecie. Sporo wybrakowanych, płytkich treści bazuje na używaniu wulgaryzmów, bo są one jedyną rzeczą, która przyciąga do zainteresowania się tym, co autor chce przekazać czy pokazać – to działa na tej samej zasadzie, na której ludzie oglądają rzeczy szokujące. Ciekawość, dreszczyk adrenaliny, nakręcenie emocji.

Przemyśl to sobie.

A jeśli należysz do osób, które nie potrafią zapanować nad swoim językiem i wysłowić się bez używania przekleństw i wulgaryzmów, pamiętaj, że zawsze możesz to zmienić. To ty jesteś panem swojego języka i emocji. To ty nimi rządzisz. I to od ciebie zależy jak będziesz postrzegany.

Pozdrawiam serdecznie
Ewa „Thori” Urbańska

                                                                                  Podziel się wpisem z przyjaciółmi :) 




Inne wpisy

Copyright © 2016 Twoja Ostoja , Blogger